|
W Panamie zajezdzamy na wielki, nowy, ladny dworzec autobusowy polaczony z rownie wielkim centrum handlowym. W oddali majacza wielkie drapacze chmur... Czy to na pewno jest jeszcze Ameryka Centralna, czy moze przenieslismy sie np. do Hongkongu?
Wysypujemy sie niemal zmarznieci z chlodzonego autobusu wprost na geste, duszne, gorace i ciezkie powietrze. Jak mo¿na tu zyc? Niemal natychmiast zostajemy znalezieni przez przedstawicielke jednego z hoteli, ktora oferuje nam dwuosobowy pokoj z klimatyzacja, lazienka i telewizorem za 22 balboy. Balboa to panamska waluta, ktora posiada sztucznie utrzymywany kurs 1:1 w stosunku do dolara amerykanskiego i goscinnie uzywa wlasnie amerykanskich banknotow. Panama jest jednym z kilku panstw na swiecie, ktore emituja jedynie monety, identyczne pod wzgledem ksztaltu i rozmiaru z monetami amerykanskimi, dzieki czemu swobodnie stosowane sa zamiennie. 22 dolary za nocleg w stolicy, w bardzo dobrych warunkach? To chyba nie jest mozliwe nawet w Warszawie. Zgadzamy sie bez dluzszego zastanowienia, szczególnie, ze hotel zapewnia nam równie¿ bezplatny transport z dworca. Wsiadamy zatem wraz z innymi chetnymi do podstawionego minibusa i po kilku minutach wjezdzamy do centrum dzielnicy hoteli. Jest to duzy teren miasta pomiedzy stara czescia Panamy a widzianymi ju¿ wczesniej wiezowcami. Sa tu tylko hotele, jeden za drugim, nad drugim, obok drugiego. I przyhotelowe restauracje. Dziesiatki, jeœli nie setki. Nie ma tu blokow mieszkalnych, prawie nie ma sklepow. Calosc wyglada na wymarla - turysci, jeœli nie zwiedzaja, chlodza sie w klimatyzowanych pokojach lub restauracjach. My tez tego wieczora, stesknieni za migajacymi obrazami, przerzucamy w kolko kilkadziesiat kanalow telewizji kablowej chlodzac sie klimatyzacja i delektujac naprawde czystym i ladnym pokojem. Takie warunki ostatnio mielismy w USA. Rano postanawiamy jednak wystawic nos z naszej przytulnej, chlodnej przystani. Musimy zrobic pranie. W hotelu proponuja nam wykonanie tej uslugi za jedyne 0,75$ za kazda sztuke odziezy. Oszaleli. Zabieramy wielkie siaty brudow i kierujac sie wskazowkami z przewodnika, znajdujemy samoobslugowa pralnie, gdzie wypranie i wysuszenie dwoch pelnych pralek prania kosztuje nas w sumie ok. 3$. To sie nazywa dobry interes. Podczas gdy Darek pilnowal prania, ja zwiedzalam z ciekawosci okoliczne hotele. Zaowocowalo to decyzja zmiany miejsca noclegowego na tansze (15$) i jeszcze ladniejsze. Naprawde ciekawe, ze w stolicy mo¿na za tak przyzwoite pieniadze spac w bardzo dobrych warunkach. Chyba jeszcze nigdy nas to nie spotkalo. Wczesnym popoludniem zaczyna padac deszcz i nie przestaje az do nocy. Trudno - zwiedzanie zaczniemy jutro, a w tej stukanalowej telewizji kablowej na pewno uda sie znalezc cos ciekawego. Szczególnie, ze wiele kanalow puszcza filmy i programy anglojezyczne jedynie z hiszpanskimi napisami. Ranek wita nas sloncem, wczorajszy deszcz jest jedynie wspomnieniem, wszystko jest suchutenkie. Idziemy na ladny, wylozony drobna mozaika bulwar nadmorski z widokiem na obie czesci Panamy - stara na zachodzie i nowa na wschodzie. Bardzo malowniczo. Dzis zmierzamy do starej. U bram do niej (doslownie) wita nas niezbyt przyjemnie pachnacy targ rybny. Chcielismy go odwiedzic, ale fetor skutecznie nas od tego odstraszyl. Wedrujemy waskimi uliczkami przez panamskie Chinatown (naprawde, nawet ma taka typowa amerykanska chinatownowa brame) biedne i brudne, aby dojsc do Starego Miasta. To najdziwniejsze miejsce w Ameryce Centralnej, jakie widzielismy. I troche straszne. Nie ma tu zywej duszy poza kilkoma (no, z nami to mo¿e kilkunastoma) turystami szwedajacymi sie po opuszczonych uliczkach, bez mozliwosci wydania swoich zielonych dolarow w chocby jednej kafejce. Piekne domy, z wielkimi oknami i balkonami obecnie strasza pustkami, poobrywanymi okiennicami i gdzieniegdzie koczujacymi bezdomnymi. Rynek Glowny (Plaza Central) otoczony jest pozamykanymi na klodki kawiarniami z urwanymi szyldami i zamurowanymi oknami. Czasem obok nas przemyka zagubiona taksowka z zapytaniem czy nie potrzebujemy podwiezienia. Piekny Teatr Narodowy wyglada jakby ostatnie przedstawienie odbylo sie tutaj kilkadziesiat lat temu. A obok niego budynki ministerstw i palac prezydencki. Dopiero tu widzimy jakis ruch - palacu pilnuja zolnierze, którzy po zerknieciu w nasze paszporty pozwalaja nam obejsc palac dooko³a. Po dziedzincy palacu dumnie spaceruja ulubiency prezydenta - dostojne szare czaple. Jak to mozliwe ze mo¿na dopuscic do takiego zaniedbania pieknych, zabytkowych budynkow? Jak to mozliwe ze nie mo¿na, albo nie oplaca sie mieæ kawiarenki na Rynku? Albo hotelu w jednej z tych pieknych kamienic? Mamy nadzieje ze kiedys sie tego dowiemy. Na razie uciekamy do ludzi. Ju¿ kilka przecznic dalej zycie kreci sie normalnie. Sa sklepy, duzy ruch, taksowkarze beznamietnie naciskaja klaksony, naganiacze nawoluja do minibusow. Niesamowite. W napotkanym sklepie kupujemy cos do picia. Przy kasie siedzi Chinczyk. To pozniej okaze sie regula - sklepy spozywcze w Panamie prowadzone sa przez Chinczykow. Wsiadamy do minibusa, ktory ma nas zawiezc do Panama Viejo, ruin XVI-wiecznej Panamy. Po drodze przejezdzamy przez nowa czesc Panamy, wsrod wyyysoookich wiezowcow i centrow handlowych. Okazuje sie ze te wiezowce w wiekszosci nie sa biurowcami. Sa blokami mieszkalnymi z mieszkaniami z widokiem na ocean. Pewnie szczególnie pieknym z np. 30 czy 40 pietra. I tu sa ludzie. Morza samochodow na parkingach, sporo na przystankach. A wiec tu mieszka klasa wyzsza i srednia Panamian. Biedota dookola starowki, bogaci dookola centrow handlowych. I oba swiaty wydaja sie nijak nie laczyc ani nie przenikac. Oni tam, my tu. A po srodku dzielnica hoteli. Panama Viejo bardzo ciekawa, z przyjemnymi uliczkami i laweczkami, z ruinami wielu budynkow starej Panamy. To juz wtedy bylo potezne miasto. W drodze powrotnej zwiedzamy jedno z centrow handlowych. Ekskluzywne sklepy, tlumy ludzi w food courtach. Caly czas nie mozemy sie otrzasnac ze zdziwienia tym kontrastem. Tam biednie, tu bogato. Cos tu chyba jest nie tak. Szkoda, ze tylko my to widzimy... |